Biznes

9 minut

Krzysztof Bulski: rozmowa o roli public affairs, UE & Polska.

photo

Krzysztof Bulski jest ekspertem ds. polityki UE i komunikacji strategicznej. W Brukseli jest dyrektorem programu Strategia dla Europy w think tanku European Policy Innovation Council, współprowadzi podcast Shape of Europe i portal BalticWind.EU poświęcony morskiej energetyce wiatrowej w regionie Morza Bałtyckiego. Publikuje cykl felietonów „Wyjaśnić Brukselę” w portalu XYZ.pl. O polskim lobbingu i polskiej soft power opowiada w swoim podcaście „Czas na Polskę”.

ŁUKASZ ZAJĄC: Spotkaliśmy się w Warszawie na konferencji o roli Public Affairs (grudzień 2025). Mam wrażenie, że może samo Public Relations jest już znane (choć wąsko rozumiane: sława, polityka, celebryci…), to public affiars – to już bańka w bańce. Co? Jak Ty tłumaczysz te usługi?

KRZYSZTOF BULSKI: Public Affairs to rzeczywiście bańka w bańce. I to bardzo hermetyczna. Można powiedzieć, że o ile Public Relations opowiada historię o organizacji, to public affairs tworzy warunki, w których ta organizacja może działać. To jest zasadnicza różnica, którą widać choćby w tym, że public affairs nie polega na tym, żeby o twojej organizacji było głośno.

To strategiczne uczestnictwo w procesie stanowienia prawa. A to oznacza trzy rzeczy: rozumienie, kto naprawdę decyduje i w jakiej sekwencji; budowanie koalicji, bo w Brukseli wygrywa ten, kto nie jest sam; i tłumaczenie języka twojej branży na język polityki publicznej.

Public Affairs to strategiczne uczestnictwo w procesie stanowienia prawa

Unijny urzędnik czy komisarz nie podejmuje decyzji w kategoriach „czy to się danej firmie opłaca”, tylko „czy to rozwiązuje problem publiczny”. I chyba właśnie w tym jest sedno, że public affairs to sztuka pokazania, że interes prywatny danej organizacji jest spójny z interesem publicznym. W dużym uproszczeniu.

Patrząc na Twoją zawodową drogę, widać, że różne doświadczenia zbudowały kompetencje pasujące do rzecznictwa interesów. Co tu jest na tej top liście?

Chyba najistotniejsze jest to, że przez lata kariery próbowałem robić zupełnie inne rzeczy niż zajmowanie się polityką i lobbingiem. Na przestrzeni kariery pracowałem jako tłumacz, dziennikarz, handlowiec, zajmowałem się organizacją wydarzeń sportowych, zarządzałem fabryką – zakładem pakowania jaj. Wprowadzałem polskie firmy do Indonezji. Zakładałem sklepy internetowe. Należę do osób ciekawskich i niespokojnych – mam zdiagnozowane ADHD, co z pewnością „pomaga” mi w tych poszukiwaniach.

I tu muszę zaznaczyć: wszystkie moje projekty realizowane poza Brukselą niestety upadły. Ale właśnie to doświadczenie pracy z różnymi rodzajami biznesów i projektami z realnego niepolitycznego świata okazuje się dla mnie bezcenne.

Public Affairs to sztuka pokazania, że interes prywatny danej organizacji jest spójny z interesem publicznym

Drugim elementem, który bardzo pomaga, jest fakt, że dużą część życia spędziłem mieszkając za granicą. Jestem kosmopolitą – znam języki i potrafię się dogadać z każdym, niezależnie od kultury. Różnice kulturowe nie przeszkadzają mi, bo mnie ciekawią. Nie patrzę na nikogo z góry ani z dołu, co często utrudnia partnerską rozmowę.

Skuteczny lobbing opiera się na dwóch filarach: głębokiej kompetencji analitycznej i słowotwórczej – bo tworzenie dokumentów i tekstów jest tutaj podstawą – oraz na spotkaniach

Krzysztof Bulski. Fot. archiwum autora.

Czy Twoja praca to bardziej spotkania, czy papiery? W jakich proporcjach?

To dobre pytanie, bo pozwala opowiedzieć, że praca w lobbingu może być ciekawa zarówno dla tych, którzy lubią siedzieć w papierach, jak i tych, którzy wolą spotkania.

U mnie ta proporcja się zmienia. Kiedyś bardziej lubiłem spotkania i networking. Dziś widzę większą wartość mojej pracy w analizie i odkrywam w sobie pasję do papierologii. 

Skuteczny lobbing opiera się na dwóch filarach: głębokiej kompetencji analitycznej i słowotwórczej – bo tworzenie dokumentów i tekstów jest tutaj podstawą – oraz na spotkaniach.

I co chciałbym zaznaczyć: nie mówimy tylko o oficjalnych spotkaniach, udziale w wysłuchaniach publicznych. Chodzi też o spotkania kuluarowe. 

A podstawą komunikacji w Brukseli jest język angielski. To powinno być powtarzane w polskiej debacie, szczególnie w kontekście kandydowania w wyborach europejskich. Kandydaci, którzy angielskiego nie znają – to są stracone głosy. Po prostu.

W Brukseli tymczasem działa ponad 25 tysięcy lobbystów. Ponad 12–13 tysięcy organizacji lobbingowych jest zarejestrowanych w rejestrze transparentności

Pracujesz w Brukseli. Jak tam uprawia się public affairs?

Moja praca w Brukseli rozpoczęła się jakieś 15 lat temu, kiedy zacząłem pracę z pierwszym klientem, jednym z think-tanków.

W Brukseli public affairs uprawia się przede wszystkim bardzo profesjonalnie, otwarcie i nikt nie wstydzi się bycia lobbystą – tak jak to jest w Polsce, gdzie lobbing jest nazywany na wiele różnych sposobów, tylko nie po imieniu. A politycy udają, że z lobbystami się nie spotykają.

W Brukseli tymczasem działa ponad 25 tysięcy lobbystów. Ponad 12–13 tysięcy organizacji lobbingowych jest zarejestrowanych w rejestrze transparentności. To ogromny, wielomilionowy biznes – gigantyczna branża, która zajmuje się wpływem, komunikowaniem interesów przeróżnych grup biznesowych i społecznych wobec tych, którzy w Brukseli tworzą prawo.

Polacy w Brukseli są, tylko pracują dla nie-polskich firm

Prawdziwa odpowiedź na twoje pytanie to powinno być polecenie listy książek, które o tym napisano. Sam teraz pracuję nad taką książką dla polskiego odbiorcy, więc chętnie wrócę do rozmowy o tym wątku jak skończę pisać.

Dlaczego niewielu Polaków reprezentuje w Brukseli polski biznes?

To dobrze postawione pytanie, bo nie zakłada, że Polaków w Brukseli brakuje. Polacy w Brukseli są, tylko pracują dla nie-polskich firm.

Polacy kierują staraniami lobbingowymi największych korporacji, takich jak choćby McDonald’s. Polacy pracują dla przemysłu motoryzacyjnego, farmaceutycznego, big tech, big tabacco. Gdzie nie spojrzysz, szczególnie w dużych amerykańskich gigantach, tam widać sporo polskich nazwisk. To naprawdę wysokiej klasy specjaliści budowania wpływu na regulacje.

A niewielu Polaków reprezentuje polski biznes z prostego powodu: właściciele, w tym Skarb Państwa w odniesieniu do Spółek Skarbu Państwa (SSP), i osoby zarządzające polskimi firmami nie dojrzeli jeszcze do tego, żeby w Brukseli być. 

Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe, bo na pewno nie chodzi o pieniądze. Biorąc pod uwagę, jak dużo narzekania słychać wśród polskich firm na regulacje z Brukseli – i myślę, że niejedna firma byłaby w stanie wskazać regulacje europejskie, których efekty ważą się w dziesiątkach milionów złotych – to pytanie brzmi: 

czy wydanie miliona, dwóch, czy nawet pięciu milionów złotych rocznie na stałą obecność w Brukseli jest wydatkiem, na którego nieponiesienie mogą sobie pozwolić?

Czy masz wrażenie, że dmuchamy na zimnie i zamiast budować transparentne rozwiązania np. w biznesie i administracji, czasem stosujemy zero-jedynkowe rozwiązania, niekorzystne dla rozwoju krajowej gospodarki. 

Przykładem jest alergia urzędników na przedsiębiorców. Bo nie daj Boże, będzie „lobbying”. Tymczasem zagraniczne samoloty, podczas wizyt głów państwa odwiedzające Warszawę czy Londyn, mają dwie delegacje: rządową i biznesową.

To jest realny problem, który wynika z po pierwsze czynników historycznych. Opinia publiczna w przeszłości nasłuchała się wielu negatywnych historii o polskich lobbystach.

Z drugiej strony, proszę wziąć pod uwagę, że sytuacja, w której nasza klasa polityczna może straszyć wpływem lobbystów i pokazywać, że jest jakiś drugi obieg, jakiś szemrany świat, jest po prostu wygodna. Bo łatwiej jest wyborcom mydlić rzeczywistość historiami o jakimś tajnym wpływie, jakichś niezrozumiałych relacjach niż funkcjonować w profesjonalnej strukturze relacji, w których każdy, zarówno lobbysta, jak i polityk byłby rozliczany ze swojej pracy. Po prostu.

To jest właśnie przykład ucieczki przed profesjonalizmem w polskiej polityce. Bardzo łatwo jest prowadzić potyczki polityczne o sprawach, które są już przesądzone

Tłumaczę liderom firm, że public affairs, to najpierw rozeznanie sytuacji, aktualnego prawa oraz zbudowanie swojej obecności podczas dziejących się zmian. To nie wyłącznie kuluarowe rozgrywki, tylko obecność i pokazywanie swojej punktu widzenia. Poza tym cierpliwe i strategiczne działanie. 

Na przykład –  Mercosur ma ponad 20 letnią historię działań (rozpoczęcie negocjacji w sprawie umowy handlowej między UE a Mercosur to 1999 rok). Ja zauważyłem pierwsze głosy rolników około 2022 roku, a „imba” rozpoczęła się pod koniec 2024 roku. Troszkę późno, co?

Dokładnie tak. Patrząc na przykład bardziej z polskiego podwórka, na pewno czytelnicy pamiętają zamieszanie wokół ustawy recyklingowej w zeszłym roku. Proszę zwrócić uwagę, jak wielu polityków wtedy zabierało głos, wypowiadało się. Szkoda, że takiej dyskusji nie było w 2017 roku, kiedy Komisja Europejska zaczęła pracę na tą inicjatywą od publicznego zbierania opinii. Zapytania dotyczyły tego, kto jest za taką regulacją, kto jest przeciw i co wszyscy o tym myślą.

To jest właśnie przykład ucieczki przed profesjonalizmem w polskiej polityce. Bardzo łatwo jest prowadzić potyczki polityczne o sprawach, które są już przesądzone. Wtedy nikt nikogo z niczego już nie może rozliczyć. Bój toczy się o przegraną albo wygraną sprawę. I w takich oparach absurdu funkcjonujemy.

Krzysztof Bulski. Fot. archiwum autora.

Co jest Twoim marzeniem, w ramach obecności polskich interesów na rynku UE oraz globalnym?

Przez lata nauczyłem się, że błędnie rozumiemy naszą pozycję w Europie. Braki polskiej siły nie wynikają tylko z tego, że Unia Europejska jest zdominowana przez państwa silniejsze od nas, takie jak Niemcy czy Francja. 

Wynikają z tego, że jako społeczeństwo – nie mówię tylko o politykach, ale jako społeczeństwo biznesowe, intelektualne, akademickie – nie potrafimy zabierać głosu tam, gdzie zapadają ważne dla nas decyzje.

Moim marzeniem jest, żeby to się w następnej dekadzie zmieniło.

Polska, jak słyszymy, stała się już liderem. Jesteśmy w G20, wszyscy chcą mieszkać w Polsce, jesteśmy taką Kalifornią Unii Europejskiej. Skoro tak jest, to może czas sobie uzmysłowić, że zostanie liderem to jedno, a odnalezienie się w roli lidera to zupełnie coś innego. I to jest ten krok, który jest jeszcze przed nami.

Unia Europejska to nie jest jakiś obcy twór, który nam coś narzuca. To narracja dziecinna, niedojrzała. 

Unia Europejska jest platformą współpracy pomiędzy 27 krajami europejskimi. Patrząc historycznie, to chyba najlepsze, co się udało w Europie do tej pory wypracować. Co nie oznacza, że działa idealnie – jestem pierwszy do rozmowy o tym, jak wiele rzeczy w ramach funkcjonowania UE jest do zaorania.

To, co powinniśmy robić jako Polska, jako polscy patrioci, to rozmawiać o tym, jak Polska może teraz narzucić reszcie Europy lepszą przyszłość dla wszystkich. Jak Polska jako lider regionu może wejść w buty, których w Brukseli nikt teraz nie potrafi założyć. Dotychczasowi liderzy Unii Europejskiej są pogrążeni w kryzysie.

To jest nasz moment. Powtarzam: to jest nasz moment. To jest czas na Polskę.

Średni czas powstawania regulacji w Brukseli to było 5 lat

Czy polaryzacja polityczna jest obecna w Brukseli? Czy aktorzy tych zmian, potrafią prowadzić budujący dialog?

Oczywiście, że polaryzacja polityczna w Brukseli jest obecna, tylko podziały przebiegają zupełnie innymi liniami niż w krajowej debacie. Czasami są to podziały tradycyjno-ideologiczne, czasami narodowe.

Bruksela jest miejscem, które w ciekawy sposób pokazuje, że warto rozmawiać. Proszę zobaczyć: nawet eurosceptyczne ugrupowania, jak już ich posłowie dostają się do Europarlamentu, nagle okazuje się, że ta Bruksela nie jest taka zła. I może warto jednak, żeby jakaś platforma do dogadywania się z innymi krajami w Europie i obrony naszych interesów istniała.

Dzisiaj wiele partii eurosceptycznych nie mówi już o likwidacji Unii Europejskiej czy polexicie – mówią o potrzebie reformy. I w tym upatruję pozytywny aspekt pewnej dojrzałości.

Jakie tematy będą ważne dla Polski, w Parlamencie Europejskim w nadchodzących latach?

Kiedyś planując działania lobbingowe patrzyliśmy lata do przodu. Średni czas powstawania regulacji w Brukseli to było 5 lat. Znamy też takie, które potrzebowały 7 lat, żeby się urodzić.

To się bardzo zmieniło. Dziś praktycznie jak się czyta komunikaty Komisji Europejskiej, to mamy wrażenie, że wszystko jest na wczoraj. Realny horyzont pracy to horyzont jedno-dwuletni. To oznacza znacznie większe zagęszczenie tematów, większy chaos organizacyjny, więcej pracy dla sektora lobbingowego. 

Ale to też oznacza, że tym bardziej będą wygrywać ci, którzy mają duże zaplecze, stałą obecność, trzymają rękę na pulsie.

Biorąc pod uwagę, że właśnie teraz kształtuje się kolejna rewolucja przemysłowa oparta o nowe technologie – uważam, że dla polskiego biznesu, dla polskiego społeczeństwa, dla polskiej suwerenności, dla każdego polskiego patrioty powinno być oczywiste, że to jest nasze być albo nie być. Tu i teraz.

A w Brukseli nas nie ma. Kto na przykład w obszarze AI zabiega o polskie interesy, o polską narrację? W temacie EU Inc. – a raczej 28 reżimu, bo tak nazywa się formalnie ta inicjatywa – była w styczniu debata w Parlamencie Europejskim, temat wrócił teraz do Komisji Europejskiej. Do tej pory nie ma w tej debacie polskich głosów. W wykazie spotkań lobbingowych z członkami komisji JURI, która zajmowała się 28 reżimem, nie ma nikogo z Polski.

O tym się nie mówi, bo to nie jest „cool i wow”. Tymczasem to jest właśnie moment, w którym przegrywamy coś, nad czym nasi politycy i eksperci krajowi będą ubolewać za dwa lata.

Jaki jest image Polaków w Brukseli? Nad czym mamy pracować?

Image Polaków w Brukseli jest generalnie bardzo dobry. Jesteśmy postrzegani jako wysokiej klasy specjaliści, ludzie, którzy wnoszą dużo wartości dodanej.

Ale muszę też podkreślić jedną rzecz, którą powtarzają wszyscy Polacy w Brukseli: to, co nas wyróżnia od innych narodowości, szczególnie z Europy Zachodniej i Południowej, to że nie wspieramy się wzajemnie. 

Polacy nie lubią sobie pomagać. To zdecydowanie coś, nad czym powinniśmy pracować. Może to jest coś, co przyszłe pokolenia Polaków budujących nasz wpływ w Brukseli mogłyby zmienić.

A czego brakuje Ci z warszawskiego podwórka?

Jakości życia w Warszawie brakuje mi najbardziej. Wiele rzeczy w Polsce nie działa tak jak powinno, ale patrząc na to, jak powoli i ciężko działają różne systemy w innych krajach europejskich – my jako Polacy po prostu przeskakujemy innych o kilka poziomów.

Jest też coś takiego jak polski etos pracy – etos dowożenia projektów, etos niepoddawania się, etos brania odpowiedzialności nie za swoje formalne obowiązki, ale za dostarczenie rezultatu. 

I takie osobiste utożsamianie się z pracą, którą się wykonuje. Tego czasem mi brakuje, bo wiele europejskich narodów tego nie ma. A my Polacy jesteśmy w tym naprawdę bardzo dobrzy.

Na koniec, zapytam o formaty wydarzeń eksperckich. W Polsce od kilku lat panuje tzw. „paneloza”. Firmy wykupują miejsca dla swoich ekspertów w panelach dyskusyjnych, czasem jest nawet 7 czy 9 panelistów i wiele razy, słyszymy wyrecytowane tezy. Chodzenie na wydarzenia tracą powoli sens. Sytuację ratują spotkania w przerwach.

Czy w Brukseli są inne wzorce? Co lubisz, czego też unikasz? Co nas czeka?

Ja pochodzę ze szkoły, w której normalny panel to trzy osoby a taki z pięcioma panelistami to już panel przeładowany.

Poza tym, że dla organizatorów paneli każdy dodatkowy mówca to jest metoda, żeby naliczyć większą liczbę opłat za ten sam panel, to chyba nie ma innych korzyści z takiego wydarzenia, prawda?

I przede wszystkim – panel to dyskusja. To żywa wymiana doświadczeń, nie recytacja wcześniej wyuczonych przemówień. Wiem, że taka jest metoda na niektórych wydarzeniach w Polsce, ale widzę też, że powoli jest to porzucane coraz częściej. Bo to jest po prostu nudne.

DZIĘKUJĘ ZA ROZMOWĘ! 😊

Czytaj także „Kondycja public affairs w Polsce”

Może zainteresują Cię również

4 minut

Polish-American Economic Summit Nowy York

21 września 2026 roku w siedzibie Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku odbył się Polish-American Economic Summit – szczyt gospodarczy organizowany w trakcie dorocznej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ przez Fundację Centrum Strategii Rozwojowych we współpracy z Kancelarią Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

facebook twitter link yotube linkedin instagram whatsup